Uciekłam, wyłączyłam telefon, przyjechałam do domu do rodzinnego miasta nie dając nikomu znać, odpuściłam sobie zajęcia w tym tygodniu. Muszę się wyciszyć, odpocząć, uciec… jakoś nie mam ochoty nikogo widzieć, cieszę się myślą że wiem że nikt mnie nagle nie najdzie, nie zadzwoni, nie wyśle sms-a. To dziwne, nie pasuje do mnie, bo ja – ta zawsze wesoła, ta dusza towarzystwa nagle ucieka.. Z resztą zawsze jak komuś powiem że np nie mam ochoty na imprezę to mówi że ściemniam, bo to do mnie nie pasuje, he.
Sama nie wiem kim jestem, czy tą radosną osobą, czy zamknietą w sobie i smutną. Nie mam pojęcia. Szukam siebie… znów…