Czasem zastanawiam się skąd to złe samopoczucie we mnie i ten brak chęci do życia. W te lepsze dni, takie jak dziś „krzyczę” sama na siebie za ten pesymizm. Nie mam powodu by się zamartwiać a jednak wciąż nie jestem szczęsliwa. Mam normalny dom, dobrą rodzinę, kończę studia, nie jestem brzydka ani głupia. Jedyne czego nie mam to miłości. Ale nie chcę już nad tym ubolewać bo to nie w moim stylu. Będę nadal się przekonywać że jest mi ona niepotrzebna. Że poradzę sobie sama. Jestem przecież silna. Już i tak zapomniałam jak to jest być z kimś. Ja przecież muszę mieć przy sobie idealnego faceta, a ideały… nie istnieją :)