Człowiek potrzebuje do życia światła słonecznego. Jesienią jest go coraz mniej, co niekorzystnie na nas wplywa. Robi się też zimniej, konczą się wakacje, okres urlopowy, powraca dosłownie szara codzienność. Czujemy się gorzej, stajemy się bardziej apatyczni, wolimy zostać w domu niż wyjść gdzieś. Ale czy można nazwać to depresją? Wydaje mi się to przesadą. Ten kto miał choć raz w życiu do czynienia z osobą chorą na depresje też tak powie. Osoba w depresji nie jest zdolna do normalnego funkcjonowania a taka z obnizonym na jesień poziomem nastroju – żyje jak żyła tylko więcej się nad sobą użala i chętniej izoluje niż wychodzi do ludzi. Niezaprzeczalne jest, że coś dzieje się na jesień z ludźmi w strone pogorszenia nastroju ale to przecież nie epidemia depresji.. Jak powinniśmy wtedy nazwać ożywienie na wiosnę? Wiosenną euforią?