Spadł śnieg.
Kolejna zima.
Odkąd pamiętam grudzień co roku napawa mnie jakimś bezpodstawnym optymizmem. Magia Świąt? Chyba nie… Nadchodzi styczeń i pryska czar, pryskają nadzieje i plany na tych nadziejach zbudowane. ‘Znów ten schemat się pcha…’. Czy się boję? Nie.. jeszcze nie. W końcu teraz ma być chwila tego dobrego czasu heh, trzeba korzystać. A poważnie to teraz we mnie jest taki bezsens, że nie widzę przed sobą ani lepszej ani gorszej ścieżki. Czas pokaże. Choć świadomość 4tego roku studiów nie pcha mnie w myślenie ‘zaczekać, przeczekać’ a raczej skłania powoli do chęci zatrzymania czasu. To już chyba ten wiek kiedy przestaje się dodawać sobie lat, a chętniej się je ujmuje.

Dlaczego ludzie widzą tylko tyle ile im się powie? Czemu pochylamy się nad tymi, którzy najgłośniej krzyczą. Może dlatego, że ci potrzebują przede wszystkim żalu i współczucia. Ci co potrzebują prawdziwego wsparcia milczą. Cierpią i milczą bo znają miarę bólu i nie chcą nim zadręczać bliskich. Zawsze umiałam słuchać. Niejedna osoba przyszła do mnie podzielić się swoimi zwierzeniami, niejedną parę pogodziłam dzięki wysłuchaniu i rozmowie. A czy ktoś spytał co ze mną? Hmm ale po co, nie mówię nic to nic mi nie jest. Tak wiem to też moja wina, ale zbyt grubą skorupą się otoczyłam i zbyt trudno z niej teraz uciec. Nie potrafię się żalić. Albo nie spotykam na swojej drodze ludzi którzy umieli by zachęcić do szczerej rozmowy, którzy umieli by wysłuchać. Im bardziej wchodzi się w dorosłe życie tym bardziej człowiek przekonuje się, że ludzie z natury to egoiści. Nie używam tego określenia z negatywnym ładunkiem, staję tylko prawdzie w oczy. Ludzie myślą przede wszystkim o swoim szczęściu. Nie znaczy to, że chcą źle dla innych lub są w ogóle obojętni na zdarzenia z życia bliskich. Ale nadrzędnie jednak myślą o sobie. To naturalne jak instynkty.

Myśl, którą napisałam w temacie przekazała mi dziś siostra. Niezwykle trafna. Niejedną ranę sobie zadałam. Tak – ja zadałam. Większość moich cierpień sprowadziłam sama na siebie. Lub inaczej: dawałam się wykorzystać ludziom, których nie bardzo interesuje los innych. Wracając: czy rana się zagoiła i nie ma po niej śladu? Nieprawda – jest. Jest nim smutek panujący na mojej duszy. Jednak z czasem się do tego przyzwyczajam. Nie godzę, a przyzwyczajam. Cóż innego można zrobić?

(notka napisana dzisiejszej nocy)