pojawiamsieiznikam blog

Twój nowy blog

Wiem, że to tylko chwilowe, ale daje mi to optymizm i upewnia, że tego właśnie mi potrzeba do szczęścia. Moj usmiech odwzajemnił pewien nieznajomy i nie mogę teraz o nim o zapomnieć tymbardziej ze pozniej wymienilismy pare zalotnych maili służbową pocztą, bo tak się składa ze spotkalam go w cetrali w stolicy jak byłam na szkoleniu, nie trudno było ustalić imię i nazwisko :)
Nie, nie jestem zdesperowana, to chyba tylko zauroczenie od pierwszego spojrzenia, dawno czegos takiego nie poczulam, i zdaje sobie sprawę ze jak szybko przyszło szybo może minąc ale narazie czemu mialabym się tym nie cieszyc? :)

:((((((

1 komentarz

Sama nie wiem czy to gorszy okres znowu czy po prostu tak jest cały czas… Staram sie nie mysleć ale ciagle myślę. Czy jestem jakaś gorsza? Nie zasługuję na miłość? Co takiego zrobiłam? Nie potrafie wyobrazić sobie że będzie kiedys lepiej ale też nie potrafię wyobrazić sobie, że całe zycie spędze na tej tęsknocie. Momentami to mi wstyd, że jestem sama, już tyle lat, jakaś nieudana jestem, albo nie można mnie pokochać. Czy jest jakakolwiek recepta żeby nauczyc się samotności? Nauczyć się być szczęśliwym w samotności? Kiedyś byłam, potrafilam, cieszylam sie zyciem, ale wtedy mialam jeszcze nadzieję i czułam że kiedys ktos sie pojawi a teraz mam czas na szalenstwa, ale dupa, nikt sie nie pojawił, albo inaczej – pojawił sie po to zeby zniknąc i zebym patrzyla z boku na jego szczescie z inna dziewczyna, kurwaaaa no! To nie fair………….

ehh

Brak komentarzy

Co do ostatniej notki… jednak odbiło mi :/ upiłam się niedużą ilością alkoholu, nie przypuszczałam, że moga mnie 3 drinki tak sieknąć ! Później jak już byłam w amoku alkoholowym to piłam dalej… z R. i z nią  (podobno) i w ciężkie dyskusje się wdawałam, też podobno… Straciłam głowę i pamięć, byłam totalnie załamana przez kilka dni po tej imprezie.
Niby myślę jeszcze o nim, ale to już jest chyba tylko jakiś żal… powoli przestaje wydawac mi sie taki idealny.

Poza tym pracuję, pracuję i czasem odreagowuję :) Praca dobrze na mnie wpływa, nie mam czasu by myśleć :) a w weekdny przeważnie jakieś wypady lub imprezy, niedługo całe weekendy będę spędzać na kursie. Czas leci, bardzo szybko, dni przelatuja mi przez palce. Wieczorem jak wracam zmęczona z pracy żałuję, że nie ma kogoś do kogo mogę się po prostu przytulić, ale jakoś się z tym pogodziłam. Nie chcę narzekać.

:/

1 komentarz

Kiedy myslałam, że powoli z kazdym dniem zapominam o R… nagle on ma pojawić się u mnie jutro na imprezie ! Nie, nie zapraszałam go, ale jakoś się rozeszło i ma być z dziewczyną. Sam odezwał się do mnie na gadu, żebym dała znac jak będę, nie wiem co chce mi powiedzieć, zapytać o zgodę ??? Na jego miejscu nie przyszłabym, ani sama ani z kimś. Mam zamiar udawać, że nic mnie to już nie obchodzi, mija rok i „dawno i nieprawda”. Ale czy dam radę ? Z jednej strony to ja nawet podświadomie się cieszę, że go zobaczę, ale z drugiej… on.. oni są tacy zakochani a ja nadal sama i samotna.
Obym jakoś przetrwała tą jutrzejszą noc i żeby nic mi nie odbiło he..

brak

1 komentarz

Od półtorej miesiąca pracuję, od miesiąca mieszkam sama (choc może już niedlugo z kolezanką, z którą mieszkałam ostatnie 4 lata). I tak wstaje, praca, zakupy, dom, chwila pisania magisterki, jakis film, czasem gdzieś wyjde ale nie na za długo bo rano znów trzeba wstać a przeważnie wracając kolo 19 już wystarczająco jestem zmęczona. Niby jestem bardzo zadowolona, że robie duży krok w stronę swojej kariery, poza tym w pracy mam super ludzi i atmosfere, kasa też się zapowiada fajna, na brak zajęc nie narzekam, weekendy zawsze spedzam aktywnie, przeważnie ze znajomymi wspólnie gdzieś ‚koczujemy’ jak my to mówimy. A jednak… czegoś brak. nie wracam ochoczo do domu bo nikt na mnie nie czeka, nie mam z kim podzielić się swoimi sukcesami czy porażkami – no dobrze mam przyjaciół, ale jednak każdy ma swoje zycie i nie widzę się z nimi codziennie i to po prostu nie to samo czego bym chciała.
Nikt mnie nie przytuli, i nie ma osoby, z ktorą bym po prostu sobie leżała i wiedziala że nic kompletnie nic mi więcej do szczescia nie potrzeba. Czasem mam wrażenie, że juz tylko dobre ostre jedzenie jest przyjemnością w moim życiu :D heh
Nic nie poradzę…..

Lęk

Brak komentarzy

Coraz częściej zastanawiam się co się ze mną dzieje. A im więcej o tym myślę tym gorzej się dzieje. Odczuwam bardzo często takie napięcie calego organizmu, strach, niepokój, stres… Najchętniej zamykam się w pokoju ale wtedy też nasłuchuję czy przypadkiem ktoś nie przyjdzie. To chyba nie jest normalne :// I strasznie uciążliwe, bo czasami nie moge zalatwić zwykłej sprawy. Muszę to zwalczyć w zarodku ! Zaczynam poważną pracę gdzie będę miała do czynienia z klientami i nie chciałabym być trzęsącym się kłębkiem nerwów, muszę odzyskać swoją pewność siebie. Njgorzej jest gdy uwaga zostaje zwrócona na moje ręce, np muszę coś podpisać, nie ma powodu a ręce niesmawicie mi się trzęsą, wiedząc ze tak jest przed sięgnieciem po długopis stresuję się jeszcze bardziej i wychodzi oczywiście jeszcze gorzej. I naprawde mowię o zwykłych codziennych sytuacjach, np dzisiaj pani na kasie w supermarkecie pomyliła się i musieli mi zrobić zwrot gotówki i na koniec potrzebny był mój podpis. Ja nie wiem co to jest, boję się ludzi… Niegdyś odważna i przebojowa odchodzi w cień i boi się zyć…. To jest straszne

W dzień kiedy pisalam ostatnia notkę dręczyla mnie jeszcze jedna sprawa. Otóż wprowadzam nową postać : P. :) P. poznałam dawno dawno na samym poczatku studiów, od razu mi się spodobał ale po jednej imprezie nasze drogi się rozeszły, gdzieś nawet się mijalismy obojętnie. Po kilku miesiącach – w juwenalia podszedl do mnie w klubie i powidział ze będzie na mnie czekał następnego dnia pod moim akademikiem. Wahałam się ale ostatecznie wyszłam. Poszlismy na spacer i od razu zaczęło się poważnie, powiedział ze ma dziewczyne z którą mieszka, ze dlatego nie mógl kontynowac znajomosci, ale nie moze przestac o mnie myslec itd… Później jeszcze z 2 razy gadalismy, przyszły wakacje i się urwało. W nastepnym roku znow się odezwał, w czzasie rozstawania się z nią… Kilka niewinnych spacerów, kilka rozmów, a ja stwierdziłam ze jest dla mnie za poważny, ja chcę się bawić… Takie mialam wtedy podejscie do życia, no i wtedy byłam na etapie głupiego zauroczenia panem Ł. Kontakt ponownie jakoś się urwał. Oczywiście przez naszą klasę moglismy go mieć z powrotem. On już zmienił miasto zamieszkania, wymienilismy tylko kilka zdan co u kogo nie myslac o spotkaniu. Teraz jakoś w czerwcu przypomniał o sobie widomością z nk że ma urodziny.. zawahałam się i zaczęłam zastanawiac, nad tym jak szybko go skreslilam tylko za powazniejsze podejscie do zycia nie znając go właściwie. Moze w końcu sama dorosłam. Niedawno pisałam jak ważna dla mnie jest rozmowa. Wtedy nie umiałam tego docenić, nawet nie zauwazylam kiedy się zmieniłam.
No i złozyłam mu zyczenia, odpisal i dodal ze ma wielką nadzieje jeszcze kiedys mnie spotkac. Napisalam zeby odezwal sie na gadu, no i tak mijaly dni i nic… I ostatnio jakos sie tym podłamałam, ze zmarnowalam nie tylko wiele okazji gdy mi podobal się ktoś ale także nie dostrzegałam obok wartościowych ludzi, wypatrywalam wymyslonego ideała nie patrząc kto jest obok. Nie chcę zeby to wygladalo jakbym łapała się swoich dawnych amantów, heee, kurcze jakos ostatnio to się zdarza. Ale nie – nie jestem zdesperowana i nie szukam w kims czegos na sile, no moze tak było z B – kompletnie mnie nie pociagał tylko ta jego dobroc…
Boję się ze kolejny raz popełniam błąd myśląc o kims kogo znam juz długo i sugerując się tym że moze wczesniej czegos nie dostrzegałam. Ale z drugiej strony – czemu nie ? Nawet jesli mialby to byc wakacyjny romans :))) P. w końcu się odezwał i już w pierwszej rozmowie zaproponował wspólne wakacje he, nie mówię ze tak, ale kto wie….

Mineło 8 miesięcy i z kazdym dniem uswiadamiam sobie coraz bardziej swój błąd. On był facetem dla mnie a ja wszystko zepsułam. Ma wszystkie cechy mojego wymarzonego ideału. Pewnie gdyby nie to że jest teraz szczęśliwie zakoochany odezwałabym się, przyznała do błędu i poprosiła bysmy jeszcze spróbowali poprzyjaźnić sie… Niejako podswiadomie czekam aż czar między nimi pryśnie. I wcale nie myslę że to złe z mojej strony. Bo niby powinnam sie cieszyc jego szczesciem i zyczyc im lat pomyślności ? Dlaczego… Ja wcale nie byłabym dla niego zła, nie jest dla mnie za dobry itp…
Moze tak miało być, chociaż sama nie wiem dlaczego, pasowalismy do siebie. Gdy tylko sobie przypomnę że ja to wszystko zawaliłam doznaje silnego ukłucia bólu, nie mogę sobie tego darować. Mogłabym pocieszac się ze przeciez on nie zawalczył, ale o kogo miał walczyc jak ja bylam zupelnie nie sobą wtedy. Skryta i niedostępna i z lekka porąbana z dziwnymi jazdami. Nie dziwię się ze nie walczył. Jeszcze pamiętam jego opis na gg: przez zamkniete drzwi chciałem wejść

Brak komentarzy

Zbyt często czekam aż coś przyjdzie samo, zamiast działać, rozwijać się – stoję w miejscu. Analizując wiele sytuacji z ostatnich lat widzę że czasem wystarczyło zrobić niewiele aby coś zacząć, możliwości przechodziły obok mnie a ja ich nie dostrzegałam. Myślę że Ci żywi i energicznie ludzie z pomysłami to już tak mają w swojej psychice że działają, zawsze ciąglo mnie do takich ludzi, przydałby mi się taki ‚motor’ napędzający mnie. A jednak jestem zdana na siebie i swoje umiejetnosci :) i dalej stoję w miejscu. Dobrze że już za tydzień nie będę miała zbyt dużo czasu na te wszystkie donikąd zmierzające przemyslenia..

Brak komentarzy

Uczę się żyć i cieszyć z życia. Ostrożniej dobierać przyjaciół, być otwartą ale z dystansem. Chcę w końcu przestać oczekiwać czegoś, chcę cieszyć się z tego co jest. Możliwe że zdobędę dobrą pracę, oj bardzo bym chciała już być niezależna finansowo od nikogo. Akademik też już mi się znudził, albo raczej dobiły mnie problemy z wymeldowaniem gdzie sie czepiali dosłownie o wszystko… Panoszą się tam jakbysmy jakimiś więzniami byli, wolałam stary nieodnowiony akademik, bardziej klimatycznie było :P Wczoraj z kumpelą żartowałysmy sobie że za dwa lata lecimy do Gdańska trochę pomieszkać, nic nas nigdzie nie trzyma dlatego może być i miasto oddalone o 400 km :D Póki nie jestem sama w swej samotności jakoś to jest. Są takie chwile jak ta, ze mysle ze juz się nie boję przyszłości, ze sobie poradzę, może nawet będzie fajnie, obym tylko przed 50siątką wpadła pod jakiś autobus, starość mnie nie kręci ;d


  • RSS