pojawiamsieiznikam blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2010

No i oczywiście odezwał się.
Najpierw w święta z zyczeniami, taki napisanymi widac specjalnie dla mnie, nie odpisałam, dzwonił w środku nocy, nie odebralam.
Dziś napisał że zawzięłam się na niego. Napisałam, że nie i dzięki za zyczenia, nie kontynuowalam dalej.
Niech mysli co chce. Niech myśli!
Niech żałuje!

the end

Brak komentarzy

Koniec.
Skończyłam tą historię. W czwartek poprosiłam go o rozmowę, bo nagle się zmienił, na chwilę wrócił taki jaki był wcześniej. Powiedziałam że musimy w końcu pogadać. Powiedział: to może w niedziele? Ręce mi opadły. W niedziele oczywiście się nie odezwał. Zadzwonił dziś i zaproponował jutro popołudniu. Powiedziałam, żeby nie silił się już na szukanie czasu dla mnie, że to już nie ma sensu. Usłyszałam: no to wesołych świąt, pa.
Bezczelny…
Przynajmniej upewnił mnie, że dobrze robię. Odcinam się od czlowieka, dla którego byłam już tylko zabawką. Oby kiedyś zatęsknił… Każdy z bliskich mi osob dziwi się jemu. A jego nawet nie stać było na szczerość. Zastanawiać mnie może co by powiedział jakbym dopuściła do tej rozmowy jednak, ale z drugiej strony to niech on też się zastanawia, co sprawiło, że JA – ta biedna zakochana tęskniąca, w końcu powiedziałam DOŚĆ.
Zasługuję na kogoś lepszego, przede wszystkim szczerego.
Odzyskam radość życia. Nie pozwolę by taki człowiek ją we mnie zabił.

Nie jestm głupia, ani naiwna. Zdaję sobie sprawę z tego wszystkiego co się dzieje, wiem co powinnam zrobić, a jednak… nie potrafię. To jest silniejsze ode mnie. On się mną bawi a ja nie umiem nic z tym zrobić. Wiem – żałosne. Będę żałować kiedyś, że nie olałam tego wszystkiego i jego, nie odcięłam się już dawno (choć próbowałam), wtedy gdy mnie zostawił. Gdy już dojdę do siebie i pogodzę się z tym, będę pluła sobie w brodę. Chciałabym przesunąć czas do przodu, chciałabym w końcu poczuć ulgę. Chciałabym nie płakać teraz, chciałabym móc mysleć o czymś innym.
„Kto z miłości nie umarł nie potrafi żyć”

Choć może na pozór nie widać tego po mnie, to jednak w środku jestem zbyt wrażliwa, za bardzo przeżywam. Zamiast sprobować zająć się czymś innym ja już na nic nie mam ochoty. Na szczęście praca trzyma mnie przy życiu, tam jeszcze zapominam, uśmiecham się, zapominam… A później wracam wieczorem do domu i znowu dopada mnie ten bezsens. Czuję że poza pracą nie mam nic. Chcę coś z tym zrobić, wrócić jakoś do życia…


  • RSS