Stwierdzam, że nadaję się do życia z kimś, mam zbyt wiele oczekiwań, zbyt szybko się denerwuję w przypadku ich niespełnienia a z kolei jesli pojawia sie ktoś kto podoła moim wymaganiom to… szybko się nudzi. Tak jakbym sama nie wiedziała czego chcę, albo jakbym szukała dziury w całym. Najgorsze jest to, że zdając sobie sprawę z tego nie potrafię nad sobą zapanować. W ogóle w kontaktach z ludzmi mając jakiś żal do kogos nie spocznę dopóki mu tego nie „wygarnę”. Po prostu, w innym wypadku siedzi to we mnie i objawia się złośliwymi docinkami. Aż nie lubie siebie takiej, bardzooo.
Z reguły, mimo wszystko jest lubiana. Uwielbiam ludzi, martwie sie i przejmuję wszystkimi dookoła czasem za bardzo. Ale to sprawia, że wymagam od nich tego samego – zainteresowania.
Czasem gdy nachodzi mnie taki podły nastrój, antynastawienie do ludzi, myslę tylko o tym, że to minie i jak mam okazję idę spać. Przeważnie na drugi dzień jest już lepiej. Czy swiat emocji musi być aż tak bardzo skomplikowany???

ps. Jestem już mgr:) Obroniłam się choć miałam tysiąc innych waznych spraw na głowie, m.in. zmiana pracy. Poprosiłam jedna koleżankę żeby ze mną poszła, pojawiło się 7 osób :)