Od półtorej miesiąca pracuję, od miesiąca mieszkam sama (choc może już niedlugo z kolezanką, z którą mieszkałam ostatnie 4 lata). I tak wstaje, praca, zakupy, dom, chwila pisania magisterki, jakis film, czasem gdzieś wyjde ale nie na za długo bo rano znów trzeba wstać a przeważnie wracając kolo 19 już wystarczająco jestem zmęczona. Niby jestem bardzo zadowolona, że robie duży krok w stronę swojej kariery, poza tym w pracy mam super ludzi i atmosfere, kasa też się zapowiada fajna, na brak zajęc nie narzekam, weekendy zawsze spedzam aktywnie, przeważnie ze znajomymi wspólnie gdzieś ‚koczujemy’ jak my to mówimy. A jednak… czegoś brak. nie wracam ochoczo do domu bo nikt na mnie nie czeka, nie mam z kim podzielić się swoimi sukcesami czy porażkami – no dobrze mam przyjaciół, ale jednak każdy ma swoje zycie i nie widzę się z nimi codziennie i to po prostu nie to samo czego bym chciała.
Nikt mnie nie przytuli, i nie ma osoby, z ktorą bym po prostu sobie leżała i wiedziala że nic kompletnie nic mi więcej do szczescia nie potrzeba. Czasem mam wrażenie, że juz tylko dobre ostre jedzenie jest przyjemnością w moim życiu :D heh
Nic nie poradzę…..