pojawiamsieiznikam blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2009

W dzień kiedy pisalam ostatnia notkę dręczyla mnie jeszcze jedna sprawa. Otóż wprowadzam nową postać : P. :) P. poznałam dawno dawno na samym poczatku studiów, od razu mi się spodobał ale po jednej imprezie nasze drogi się rozeszły, gdzieś nawet się mijalismy obojętnie. Po kilku miesiącach – w juwenalia podszedl do mnie w klubie i powidział ze będzie na mnie czekał następnego dnia pod moim akademikiem. Wahałam się ale ostatecznie wyszłam. Poszlismy na spacer i od razu zaczęło się poważnie, powiedział ze ma dziewczyne z którą mieszka, ze dlatego nie mógl kontynowac znajomosci, ale nie moze przestac o mnie myslec itd… Później jeszcze z 2 razy gadalismy, przyszły wakacje i się urwało. W nastepnym roku znow się odezwał, w czzasie rozstawania się z nią… Kilka niewinnych spacerów, kilka rozmów, a ja stwierdziłam ze jest dla mnie za poważny, ja chcę się bawić… Takie mialam wtedy podejscie do życia, no i wtedy byłam na etapie głupiego zauroczenia panem Ł. Kontakt ponownie jakoś się urwał. Oczywiście przez naszą klasę moglismy go mieć z powrotem. On już zmienił miasto zamieszkania, wymienilismy tylko kilka zdan co u kogo nie myslac o spotkaniu. Teraz jakoś w czerwcu przypomniał o sobie widomością z nk że ma urodziny.. zawahałam się i zaczęłam zastanawiac, nad tym jak szybko go skreslilam tylko za powazniejsze podejscie do zycia nie znając go właściwie. Moze w końcu sama dorosłam. Niedawno pisałam jak ważna dla mnie jest rozmowa. Wtedy nie umiałam tego docenić, nawet nie zauwazylam kiedy się zmieniłam.
No i złozyłam mu zyczenia, odpisal i dodal ze ma wielką nadzieje jeszcze kiedys mnie spotkac. Napisalam zeby odezwal sie na gadu, no i tak mijaly dni i nic… I ostatnio jakos sie tym podłamałam, ze zmarnowalam nie tylko wiele okazji gdy mi podobal się ktoś ale także nie dostrzegałam obok wartościowych ludzi, wypatrywalam wymyslonego ideała nie patrząc kto jest obok. Nie chcę zeby to wygladalo jakbym łapała się swoich dawnych amantów, heee, kurcze jakos ostatnio to się zdarza. Ale nie – nie jestem zdesperowana i nie szukam w kims czegos na sile, no moze tak było z B – kompletnie mnie nie pociagał tylko ta jego dobroc…
Boję się ze kolejny raz popełniam błąd myśląc o kims kogo znam juz długo i sugerując się tym że moze wczesniej czegos nie dostrzegałam. Ale z drugiej strony – czemu nie ? Nawet jesli mialby to byc wakacyjny romans :))) P. w końcu się odezwał i już w pierwszej rozmowie zaproponował wspólne wakacje he, nie mówię ze tak, ale kto wie….

Mineło 8 miesięcy i z kazdym dniem uswiadamiam sobie coraz bardziej swój błąd. On był facetem dla mnie a ja wszystko zepsułam. Ma wszystkie cechy mojego wymarzonego ideału. Pewnie gdyby nie to że jest teraz szczęśliwie zakoochany odezwałabym się, przyznała do błędu i poprosiła bysmy jeszcze spróbowali poprzyjaźnić sie… Niejako podswiadomie czekam aż czar między nimi pryśnie. I wcale nie myslę że to złe z mojej strony. Bo niby powinnam sie cieszyc jego szczesciem i zyczyc im lat pomyślności ? Dlaczego… Ja wcale nie byłabym dla niego zła, nie jest dla mnie za dobry itp…
Moze tak miało być, chociaż sama nie wiem dlaczego, pasowalismy do siebie. Gdy tylko sobie przypomnę że ja to wszystko zawaliłam doznaje silnego ukłucia bólu, nie mogę sobie tego darować. Mogłabym pocieszac się ze przeciez on nie zawalczył, ale o kogo miał walczyc jak ja bylam zupelnie nie sobą wtedy. Skryta i niedostępna i z lekka porąbana z dziwnymi jazdami. Nie dziwię się ze nie walczył. Jeszcze pamiętam jego opis na gg: przez zamkniete drzwi chciałem wejść

Brak komentarzy

Zbyt często czekam aż coś przyjdzie samo, zamiast działać, rozwijać się – stoję w miejscu. Analizując wiele sytuacji z ostatnich lat widzę że czasem wystarczyło zrobić niewiele aby coś zacząć, możliwości przechodziły obok mnie a ja ich nie dostrzegałam. Myślę że Ci żywi i energicznie ludzie z pomysłami to już tak mają w swojej psychice że działają, zawsze ciąglo mnie do takich ludzi, przydałby mi się taki ‚motor’ napędzający mnie. A jednak jestem zdana na siebie i swoje umiejetnosci :) i dalej stoję w miejscu. Dobrze że już za tydzień nie będę miała zbyt dużo czasu na te wszystkie donikąd zmierzające przemyslenia..

Brak komentarzy

Uczę się żyć i cieszyć z życia. Ostrożniej dobierać przyjaciół, być otwartą ale z dystansem. Chcę w końcu przestać oczekiwać czegoś, chcę cieszyć się z tego co jest. Możliwe że zdobędę dobrą pracę, oj bardzo bym chciała już być niezależna finansowo od nikogo. Akademik też już mi się znudził, albo raczej dobiły mnie problemy z wymeldowaniem gdzie sie czepiali dosłownie o wszystko… Panoszą się tam jakbysmy jakimiś więzniami byli, wolałam stary nieodnowiony akademik, bardziej klimatycznie było :P Wczoraj z kumpelą żartowałysmy sobie że za dwa lata lecimy do Gdańska trochę pomieszkać, nic nas nigdzie nie trzyma dlatego może być i miasto oddalone o 400 km :D Póki nie jestem sama w swej samotności jakoś to jest. Są takie chwile jak ta, ze mysle ze juz się nie boję przyszłości, ze sobie poradzę, może nawet będzie fajnie, obym tylko przed 50siątką wpadła pod jakiś autobus, starość mnie nie kręci ;d


  • RSS