pojawiamsieiznikam blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2009

oł jeee

3 komentarzy

hehe uciekam od nauki na troche, jutro(dziś) ostatni egzamin (najgorszy), jeszcze kilka godzin katorgi nauki, pozniej maly stresik czy trafie w pytania, naprodukowac sie i wolneeeee :D:D w takich momentach ciesze sie z mojej bezsennosci bo bez problemu posiedze do rana, ba wytrwam cały dzien a wieczorem jeszcze na impreze wyjde hehe, no nie tak zupelnie wolne bo jeszcze 1/3 magisterki do napisania do konca sesji, ale narazie mysle raczej o weekendzie w ktory bede odpoczywac :D
i po co ja to pisze ?? he
no tak, weekend, imprezki, to bedzie moj sprawdzian kolejnej proby bycia bardziej odpowiedzialną :D czy tym razem znowu cos odwale… he

1 komentarz

Egzaminy, później imprezy, i nie miałam nawet czasu tu zajrzeć. I znów nie ma przede mną czegoś na co bym czekała. kiedyś trzymalam się nawet mysli jakieś imprezy, dziś jestem nieco zdegustowana po zbyt hucznym weekendzie, nawet jakoś szczególnie nie czekam na koniec sesji, bo i co później ?? Dalej życie z dnia na dzień. Nawet nie wiem co napisać, bo nic sie nie zmienia, a nudne to pisać ciagle o tym samym. Miałam zmienić się JA, a znow popelniam te same błędy, o ktorych nawet głupio mi pisać. Choć ostatnio dopadła mnie pustka, już o nikim nie myśle tylko jest ta pustka, tak jakoś z nią chyba mi lepiej, pragnienie bycia z kimś zanika, jest zbyt odległe to wszystko i znow zaczynam się przyzwyczajać do myśli że tak ma być i nie chcę nic zmieniać, nie umiem nic zmienić. Musze tylko bardziej wytrwale dązyć do zmiany siebie na lepsze, do powrotu do dawnej mnie, tej bardziej ułozonej :) Zawsze to jakiś cel w życiu :)

Ile zapominałam o Ł ? Hmm dopiero gdzieś po półtorej roku mogłam powiedzieć że jestem wolna. I to było wtedy gdy to on zadzwonił że przyjechał, ze chce sie zobaczyć i ja z trudem ale odmowiłam, wtedy poczułam się lepiej, minęło. Teraz zapominam o R. Znowu wydaje mi się taki idealny.. Ł  – gdy minął już rok jak o nim nie myślę – nie przypomina mi w tym momencie w ogóle idealnego faceta, heh, nie wzrusza mnie w ogóle, jest dla mnie wręcz smieszny. Czekam z utesknieniem na moment gdy będę tak myślala o R. Nie minęły jeszcze 3 miesiące. Już było w miare, ale znowu nadeszły smutne mysli i mysli o nim, chęc odezwania się choc to ja zerwalam kontakt i powiedzialam ze wiecej sie nie odezwe. Mam ochote mu napisac ze miał racje, ze za szybko wszystko chciałam, że byłam w błedzie… Ale nie napiszę, na szczęscie moja duma mi na to nie pozwala. Będzie nastepny… o ktorym pewnie tez przyjdzie mi zapominac, takie moje ‚szczescie’. Może nieprawda ze zycie jest niesprawiedliwe, mam inteligencję, urodę, więc milość to by bylo już za dużo. Poswięcę się karierze :D (eh i znów ten sztuczny uśmiech, ale ok, tak ma być).

Coraz częściej widzę jak drażliwie reaguje na temat mojego bycia samej i spokrewnionych tematów. Mama zadzwoniła do mojego brata i zaczęła później mi mówić co tam u NICH słychać, z usmiechem na twarzy, że jej syn i synowa sobie dobrze żyją. Widzę to, że odkąd oni są razem on jest dla niej no nie wiem jak to ująć, po prostu lepszy, ważniejszy. Nie nie, nie to że ode mnie, tylko w ogóle jako człowiek. Ale dlaczego bycie z kimś sprawia że jest się w oczach innych bardziej wartościowym, czy to znaczy że ja nigdy nie będę bardziej doceniana? A mama zawsze będzie w kościele pytać czy chce na ofiarę dla księdza (jak to zrobiła gdy ostatnio z nią poszlam w świeta na msze), no normalnie myslalam że wyjde z siebie. Czy oni juz zawsze bedą mnie traktować jak małe dziecko?!
To wszystko znowu jest bez sensu :///

Ostatnimi czasy zbyt często okazywałam, że jest mi źle. Bywałam drażliwa, żaliłam się. Ale czy to pomaga… Chyba chcę znów szczelnie otoczyć się murem i wyglądać zza niego tylko z usmiechem i wypisaną na twarzy radością. Będę udawać bo tak jest wbrew pozorom lżej. I nie ważne, że każdy dookoła narzeka , nie chcę taka być. Wystarczy mi ten blog żeby poużalać się nad sobą, innym ludziom tego oszczedzę. I tak mało jest tych ktorzy umieją słuchać, ja chyba umiem i widocznie taka rola jest mi przypisana.

sama!

3 komentarzy

Czasem zastanawiam się skąd to złe samopoczucie we mnie i ten brak chęci do życia. W te lepsze dni, takie jak dziś „krzyczę” sama na siebie za ten pesymizm. Nie mam powodu by się zamartwiać a jednak wciąż nie jestem szczęsliwa. Mam normalny dom, dobrą rodzinę, kończę studia, nie jestem brzydka ani głupia. Jedyne czego nie mam to miłości. Ale nie chcę już nad tym ubolewać bo to nie w moim stylu. Będę nadal się przekonywać że jest mi ona niepotrzebna. Że poradzę sobie sama. Jestem przecież silna. Już i tak zapomniałam jak to jest być z kimś. Ja przecież muszę mieć przy sobie idealnego faceta, a ideały… nie istnieją :)

Myśl o samobójstwie. Ostatnio zdalam sobie sprawe że pierwszy raz ta myśl dopadła mnie już w dzieciństwie, jeszcze przed I komunią świętą. Strasznie mnie to dziwi bo gdy teraz patrzę na dzieci mojego rodzeństwa, ktore są w wieku pierwszej i drugiej klasy szkoły podstawowej wydaje mi się że to są jeszcze beztroskie dziedziaki. Nie wyobrażam sobie że one mogłby myśleć w taki sposób, że w ogóle są świadome samobójstwa.
Mam bardzo ciężki charakter, cały czas uczę się panować nad swoimi emocjami ale jest mi bardzo ciężko. Wtedy, w dzieciństwie wystarczyła zwykła kłótnia z rodzicami żebym zamkneła się w łazience i zaczęła rzuczać różnymi przedmiotami. Wtedy jako dziecko bałabym się jakiegoś dramatycznego kroku, więc jedyne co zrobiłam to troche zabawne ale wypiłam szampon w nadzieji że się zatruję.
Później, niespełniona miłość. Skończyliśmy szkołę (gimnazjum), wiedziałam ze przestanę go widywać, co więcej dowiedziałam się że ma dziewczynę – moją znajomą z resztą. Płakałam i siedziałam z zyletka i… nic nie zrobiłam. Moja wiara mi nie pozwala. Przeczytalam kiedyś książkę „Życie po życiu” i jedno zdanie szczególnie utkwiło mi w pamięci, że człowiek nie może tu na ziemi zrobić dwóch rzeczy, zabić siebie i kogoś innego. Pozatym czasami też dopada mnie ciekawość życia.
Teraz oczywiście tamte powody są dla mnie smieszne, nie rozumiem jak można odebrać sobie życie tak po prostu, pod wplywem chwili. No bo jakby nie było to kłotnia a nawet nieszczęśliwa miłość nastolatki to tylko chwila… Tymbardziej że po 2ch latach moja droga z tym chłopakiem znów się skrzyżowała, wtedy juz mialam wiecej pewnosci siebie, on też i zostalismy parą. Po pół roku sama stwierdzilam że z mojej strony to nie jest wielka miłość, tylko sobie to wszystko wyidealizowałam, ale to już inny temat.
Kolejne myśli o samobojstwie przychodziły w gorszych momentach okresu ostatnich 2lat mojego zycia. Przez te ostatnie 2 lata ciągle popełniam jakieś błędy, zachowuję się wbrew swoim zasad, to wszystko sprawia że czasem nie mam ochoty już na nic, czasem przechodząc przez ulicę już się nie rozgladam, wiem że to nie fair ale momentami to jest silniejsze ode mnie. Martwię się że te złe okresy dopadają mnie ostatnio coraz częściej. Im bardziej staram się optymistycznie nastawić tym bardziej mi to nie wychodzi, eh aż mi się pisać odechciało…

Czasem mam ochotę odsunąć się od wszystkich, nie mieć przyjaciół, nikomu nie ufać. Boli mnie że wszystko tak łatwo może się zepsuć, ktoś komu ufało się bezgranicznie staje się dla Ciebie obcym człowiekiem. Zawsze bardzo ceniłam przyjaźń, nie była dla mnie ona mniej wartościowa niż miłość ale z czasem zmieniam zdaniem. Pod wpływem zachowania calego otoczenia. Jak ktos zaczyna się z kimś spotykać ta osoba od razu przesłania wszystko inne. Jeszcze nie są parą a stają sie ważniejsi niż kilkuletnia przyjaźń. Rozwaliło mnie jak moja przyjaciółka kiedyś przyznala sie że żeby wyjść ze mną w wolny wieczór musiała cięzko się tłumaczyć że nie spędzi wieczoru z nim.. mimo że oni nawet nie są razem. Nie mam pretensji. Dziwi mnie tylko że dają się tak łatwo zniewolić. Może dlatego jestem sama że mam zbyt duże poczucie własnej niezależności ? Moje zycie zawsze będzie moim zyciem. Nie chcę usprawiedliwiać się z zadnych swoich decyzji albo żeby ktoś za mnie decydowal gdzie mogę iść a gdzie nie. Oczywiście w związku trzeba myśleć o drugiej osobie, szanować ją i nie krzywdzić ale nie można być zaborczym itd. Choć mam wrażenie że niektorzy to lubią. Zwierzać się z kazdej najmniejszej myśli, spędzać ze sobą 24h/dobę. Niby to piękne, znam kilka trakich par. Ale prawda jest taka że te osoby są już wtedy tylko i wyłacznie dla siebie, nie mają prawdziwych przyjaciół bo każdy wie że mówiąc coś jednej osobie ona przekazuje to tej drugiej. Traci się zaufanie. Chyba tak naprawdę ludzie zakochani nie potrzebują przyjaźni a to jest smutne.


  • RSS