pojawiamsieiznikam blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2008

Jutro zjedzie się dopiero cała wielka rodzinka, a dziś… karp przed tv.. Ah no, nie czuje tych świąt. Pierwsza taka Wigilia. Ale nie najważniejsze że nie ma tu nikogo ciałem, bardziej martwi mnie, że nikogo nie ma ze mną duchem. Czuje się taka… sama. Mam sporą rodzine, ale moje rodzeństwo ma już swoje dzieci, swoje sprawy. Pozatym wątpię aby ktoś chciał czy umiał mnie zrozumieć. Co mi po radzie bratowej że do końca studiów powinnam znaleść męża jak to nie takie łatwe? Otaczamy się wszyscy smiechem i żartami aby uchronić się przed poważnymi rozmowami. Dziś jeszcze dowiedziałam się o nieudanej próbie samobojczej mojej przyjaciółki :( Nawet nie mam jak z nią porozmawiać. Eh.. co to są święta?

Trzeba wziąć się w garść… Napdało mnie pozytywne myślenie, obawiam się czy na pewno nie na jeden dzień tylko…

Bezsenne noce

1 komentarz

Znów staram sie połozyć niby wcześniej i znów nie moge usnać. Wstaje i spedzam pół nocy przy kompie. Pozniej troche spie aby wstac totalnie zmeczona nad ranem. Pierwsze pol dnia mysle tylko o tym by sie polozyc, chodze senna i nieprzytomna a gdy dochodzi wieczor spać nie moge. Błędne koło. Na jutro mam na 5:45 budzik, czy zanse przed 3 ? Eh

Czasem pewne rzeczy są tak oczywiste, że ich nie dostrzegamy. Nie mogąc znów usnąć zaczęłam rozmyślać o moich przyjaźniach. To pod wpływem, iż jedna kilka dni temu tragicznie się zakończyła. I nie chodzi o to, że to była kłótnia, kłótnia była chyba tylko pretekstem, podświadomą próbą ‚uwolnienia się’. Ale o tym za moment. No więc tak myśląc zdałam sobie sprawę z tego, że moje przyjaźnie z facetami opierają się na … ich miłości do mnie. Mówi się, że przyaźń między kobietą i mężczyzną nie istaniej. Zawsze podważałam to twierdzenie a dziś zwątpiłam. Miałam bliskiego kolegę, któremu podobałam się od początku, i tak samo od początku wiedział że nie może na nic liczyć, ale spędzaliśmy mnóstwo czasu i jakoś przywykliśmy do siebie, ale czesto nasze relacje mogły zdawać się jak pary, ja na niego krzyczalam jak na chlopaka, on bywał opiekuńczy w stosunku do mnie, nawet jak wychodzilam z nim i jego kolegami oni zostawiali miejsce tak żebym siedziala obok niego. Tej znajomości już nie ma. Kolejna niby przyjaźń to chłopak, który miał dziewczyne. Jednak nigdy nie było jej tematu, on był u mnie codziennie, aż się nie dziwię że ona mnie nie znosiła. Wyznawał mi miłość i był tak szczery w tym co mówi, aż chyba podłapałam to myśląc że bedzie to lekiem na pustke. Gdy jednak zrozumiałam, że go nie kocham, że nie chce rozwalać związku itp jego już nie było, wrócił do dziewczyny i wszystko naprawił. Niby przyjaźń prysła. Jest koło mnie teraz jeden chłopak, który myślę że jest szczery ze swoją przyjaźnią. Znamy się 5 lat, przjaźnimy od roku. Odróżnia go to, że swobodnie rozmawiamy o swoich doświadczeniach – on z dziewczynami, ja z chłopakami, nie ma z jego strony żadnej chorej zazdrości, ale wiem że jestem jego ideałem. Że wiele mógłby oddać za bycie ze mną, ale powiedział że nie będzie mnie nękać:) No a wracając do przyjaźni która skończyła się teraz… On był/jest tak zakochany że zaczęło mnie to przytłaczać. Nie chcialam być odpowiedzialna za jego uczucie (chociaż sama w tą miłość nie wierzyłam i nawet mu mówiłam że myli przywiązanie z miłością, że po prostu spoko nam się gada i przebywa ze sobą ale i tak jesteśmy z innych światów – a to z koleji też dziwne, człowiek mający bardzo odmienne podejście do życia, inne  spojrzenie i poglądy, a potrafiliśmy spędzać razem kilkanaście godzin i ciągle było o czym gadać, ah no i te nasze spontany, olać zajęcia i pojechać nad morze, spotkać się żeby się uczyć i ostatecznie wyjść na imprezę zamisat nauki… eh). Ale czy był jaki był dla mnie z przyjaźni czy z miłości ? Żal mi że tak się to ostatecznie potoczyło, no ale czułam że musimy się zdystansować. Byłam zbyt bardzo przygnieciona jego uczuciem. Szkoda tylko że nie da się po prostu zdystansować, musiał się zerwać kontakt tak że nawet w ważnych sprawach mi nie odpowiada, nie dobiera tel.
No i tak myślę czy nie przejść na stronę tych co nie wierzą w męsko-damską przyjaźń? Ale chyba nie.. Ja potrzebuje obok siebie faceta, z którym mogę bez ogranicznień pogadać. Bardziej chyba ufam facetom, i lepiej się czuję w ich towarzystwie niż dziewczyn. Tak, zdecydowanie, chcę wierzyć w taką przyjaźń, przynajmniej póki nie ma tego jedynego, którego z resztą może i nie będzie w ogóle :> eh

Zawsze chciało śmiać mi się z horoskopów, w których panna to zawsze schludna, porządna osoba. Ja szybko bałaganie, bardzo. A jednak może i coś w tych horoskopach jest. Może i nie mam zwykle super porządku ale jak już sprzątam to dokładnie. Głupi przykład, ale chodzi mi właśnie o fakt że jednak uwielbiam ład. Muszę mieć poukładane relacje z ludźmi, ze szkołą ok, wtedy najlepiej się czuję. Gdy coś nie idzie po mojej myśli męczę się z tym, przeżywam, za dużo rozmyślam. A najwięcej gdy coś odwalę, a zdarza mi się to niestety często… Jak już pisałam – sama sobie zadaje ból. Ktoś podobno napisał kiedyś książke „dlaczego robie rzeczy których nie chcę” czy jakoś tak… Wcześniej nie rozumialam takich postaw a teraz gdy non stop zachowuje się irracjonalnie jakoś bliski mi ten tytuł. Powiedzmy przesadziłam z alkoholem na imprezie, przeżywam i co robię? Piję nastepny raz żeby o tamtym zapomnieć. No tak – nawet skutkuje bo później już się przejmuję nowymi wydarzeniami, a czasem wychodzi fajnie. Ale ostatnio coraz rzadziej. Bo alkohol mi szkodzi.. na głowe :P Wtedy to dopiero staje się nie sobą.
No więc jestem tą idealistką, czasami się z tym męczę, może nawet częściej niż czasami. Czemu nie potrafie pewnych rzeczy po prostu olać jak większość ludzi? Chciałabym mieć nieskazitelną opinię, chciałabym na nowo być białą kartką. Tak się czułam jak przeprowadzałam się do tego miasta. Duże miasto, mnóstwo nowych ludzi, najlepsza, równie szalona przyjaciółka przy boku, brak rodziców na codzień, miałyśmy zdobywać świat. Teraz jak patrze na zeszłe lata nie pamiętam już złych rzeczy, tylko te wszystkie fajne, niby tyle jest rzeczy ktorych żałuje a jednak te minione lata wydają się być… wspaniałe. Hmmm.

Mija coraz więcej czasu, powinnam zapominać, a jednak myślę o nim coraz więcej. Eh nie tak miało być! Już grudzień, już chciałam być wolna… Jest źle, gorzej. Jakoś się nie poprawia. Nie wiem czy ból po nim to nie tylko przerzucenie beznadziejnego uczucia pustki na cierpienie straty. To chore, ale tak chyba jest. No bo jak cierpieć za pustką? Łatwiej mieć ten obiekt…
:((( Nie chcę być banalna, napisać że brakuje mi drugiej osoby, miłości… Potrzebna mi pasja ! Tą pasją może być miłość, ale nie musi. Tylko czy wystarczy czekać? Wiem, za mało robię. Ale to wszystko to błędne koło. Im bradziej czuję pustkę tym bardziej zamykam się w sobie i zagradzam sobie drogę do wypełnienia jej. Nie wiem co mam począć. Jedyne co wiem to to, że życie w obecnym formacie mi się nie podoba. Nie tracę swych nadzieji, ale coraz bardziej wypełnia mnie beznadzieja. Mam dopiero 22 lata a już momentami zaczynam czuć się staro ! Heh, kiedyś będę się z tego śmiała, wiem! Kurcze nawet na tym blogu, ktorego nikt nigdy nie przeczyta nie potrafię otworzyć się zupełnie, znowu nie jestem sobą…

Uciekłam, wyłączyłam telefon, przyjechałam do domu do rodzinnego miasta nie dając nikomu znać, odpuściłam sobie zajęcia w tym tygodniu. Muszę się wyciszyć, odpocząć, uciec… jakoś nie mam ochoty nikogo widzieć, cieszę się myślą że wiem że nikt mnie nagle nie najdzie, nie zadzwoni, nie wyśle sms-a. To dziwne, nie pasuje do mnie, bo ja – ta zawsze wesoła, ta dusza towarzystwa nagle ucieka.. Z resztą zawsze jak komuś powiem że np nie mam ochoty na imprezę to mówi że ściemniam, bo to do mnie nie pasuje, he.
Sama nie wiem kim jestem, czy tą radosną osobą, czy zamknietą w sobie i smutną. Nie mam pojęcia. Szukam siebie… znów…

godzina 3:00,
centum mniejszego miasta,
dziewczyna,
schludnie ubrana, z torebką,
na środku ulicy kłóci się z mężczyzną, on ją nawet potrząsnął tak że wypadła jej torebka, stoi na środku ulicy i patrzy w stronę nadjeżdzającego samochodu, próbuje go zatrzymać ale kierowca jedyne co robi to odjeżdża czym prędzej… Nawet nie chce się dowiedzieć co się dzieje…. Smutne

Pokłociłam się dziś z kolegą, nie był on żadnym zagrożeniem dla mnie ale w tej sytuacji przekonałam się ile warte jest wsparcie obcych ludzi. Owszem trafiamy na dobre i zaskakujące nas swoim zachowaniem osoby, ale jak często ? Smutne smutne, o czym dzis się przekonałam. Pozdrowienia dla tego pana.. 


  • RSS