pojawiamsieiznikam blog

Twój nowy blog

Wydaje się, że tak niedawno pisałam ostatnią notkę, a tyle się wydarzyło.. Znów jestem w beznadziejnym momencie swojego życia, w tzw ‚czarnej dupie’. Gdy przez moment wydawało mi się, że złapałam szczęście ono wyrwało mi się z rąk boleśnie kalecząc. No ale „co nas nie zabije to nas wzmocni”. Boję się tylko, że kiedyś z czasem stanę się taka jak Ci co mnie zawodzą.. Odporna i silna ale i obojetna i bez sentymentu. Może tak byloby ławtwiej, ale czy wtedy nie ominie mnie coś ważnego? Ten ból jest niewyobrażalny. Trzeba go przetrwać.

No i oczywiście odezwał się.
Najpierw w święta z zyczeniami, taki napisanymi widac specjalnie dla mnie, nie odpisałam, dzwonił w środku nocy, nie odebralam.
Dziś napisał że zawzięłam się na niego. Napisałam, że nie i dzięki za zyczenia, nie kontynuowalam dalej.
Niech mysli co chce. Niech myśli!
Niech żałuje!

the end

Brak komentarzy

Koniec.
Skończyłam tą historię. W czwartek poprosiłam go o rozmowę, bo nagle się zmienił, na chwilę wrócił taki jaki był wcześniej. Powiedziałam że musimy w końcu pogadać. Powiedział: to może w niedziele? Ręce mi opadły. W niedziele oczywiście się nie odezwał. Zadzwonił dziś i zaproponował jutro popołudniu. Powiedziałam, żeby nie silił się już na szukanie czasu dla mnie, że to już nie ma sensu. Usłyszałam: no to wesołych świąt, pa.
Bezczelny…
Przynajmniej upewnił mnie, że dobrze robię. Odcinam się od czlowieka, dla którego byłam już tylko zabawką. Oby kiedyś zatęsknił… Każdy z bliskich mi osob dziwi się jemu. A jego nawet nie stać było na szczerość. Zastanawiać mnie może co by powiedział jakbym dopuściła do tej rozmowy jednak, ale z drugiej strony to niech on też się zastanawia, co sprawiło, że JA – ta biedna zakochana tęskniąca, w końcu powiedziałam DOŚĆ.
Zasługuję na kogoś lepszego, przede wszystkim szczerego.
Odzyskam radość życia. Nie pozwolę by taki człowiek ją we mnie zabił.

Nie jestm głupia, ani naiwna. Zdaję sobie sprawę z tego wszystkiego co się dzieje, wiem co powinnam zrobić, a jednak… nie potrafię. To jest silniejsze ode mnie. On się mną bawi a ja nie umiem nic z tym zrobić. Wiem – żałosne. Będę żałować kiedyś, że nie olałam tego wszystkiego i jego, nie odcięłam się już dawno (choć próbowałam), wtedy gdy mnie zostawił. Gdy już dojdę do siebie i pogodzę się z tym, będę pluła sobie w brodę. Chciałabym przesunąć czas do przodu, chciałabym w końcu poczuć ulgę. Chciałabym nie płakać teraz, chciałabym móc mysleć o czymś innym.
„Kto z miłości nie umarł nie potrafi żyć”

Choć może na pozór nie widać tego po mnie, to jednak w środku jestem zbyt wrażliwa, za bardzo przeżywam. Zamiast sprobować zająć się czymś innym ja już na nic nie mam ochoty. Na szczęście praca trzyma mnie przy życiu, tam jeszcze zapominam, uśmiecham się, zapominam… A później wracam wieczorem do domu i znowu dopada mnie ten bezsens. Czuję że poza pracą nie mam nic. Chcę coś z tym zrobić, wrócić jakoś do życia…

Tak bardzo chciałam tak się zakochać, tak mocno i bez watpliwości, pragnełam zobaczyć w kimś ideał, jedyny w swoim rodzaju… tymczasem… doceniłam za późno. Po pół roku spotykania wszystko się spieprzyło, po tym jak on się angażował z dnia na dzień coraz bardziej ja nie umialam tego dostrzec, ciagle mialam jakieś ale, jakies własne żale i głupie wymagania. Zaprzepaściłam wszystko. Teraz gdy wiem jak bardzo mi zależalo na nim, to umarło.. ja to zabiłam. Ponad miesiąc trwało rozstawanie, ból rozrywający od środka, gdy widzialam że jestem w stanie zrobić wszystko by mnie nie zostawił a tymczasem w jego oczach przestałam widzieć ten żar.. Wczoraj byl u mnie, mimo że mielismy nie utrzymywać kontaktów, narobił nadzieji i znowu coś kłuje w środku. Nie mogę na niczym się skupić, nie wiem czego mam sie spodziewać, wiem że jemu zależy bardziej im dalej jestem, ale ja z kolei nie potrafie grać i udawać, mam ochote przytulać go, spedzać mnóstwo czasu razem, a jak jestesmy osobno odzywać się do niego, jednak hamuje się. Zobaczę czy on się teraz odezwie, czego będzie chciał. Gdy znowu się zblizy się do mnie będę musiała mu jakoś to w końcu wytłumaczyć że nie może tak pojawiać się i znikać, że rani, że to boli, a ja nie mam ochoty na zabawę w kotka i myszkę. Jestem wdzięczna za tą miłość, to jest coś.. niepowtarzalnego, a z drugiej strony boli jak cholera :(((((

Stwierdzam, że nadaję się do życia z kimś, mam zbyt wiele oczekiwań, zbyt szybko się denerwuję w przypadku ich niespełnienia a z kolei jesli pojawia sie ktoś kto podoła moim wymaganiom to… szybko się nudzi. Tak jakbym sama nie wiedziała czego chcę, albo jakbym szukała dziury w całym. Najgorsze jest to, że zdając sobie sprawę z tego nie potrafię nad sobą zapanować. W ogóle w kontaktach z ludzmi mając jakiś żal do kogos nie spocznę dopóki mu tego nie „wygarnę”. Po prostu, w innym wypadku siedzi to we mnie i objawia się złośliwymi docinkami. Aż nie lubie siebie takiej, bardzooo.
Z reguły, mimo wszystko jest lubiana. Uwielbiam ludzi, martwie sie i przejmuję wszystkimi dookoła czasem za bardzo. Ale to sprawia, że wymagam od nich tego samego – zainteresowania.
Czasem gdy nachodzi mnie taki podły nastrój, antynastawienie do ludzi, myslę tylko o tym, że to minie i jak mam okazję idę spać. Przeważnie na drugi dzień jest już lepiej. Czy swiat emocji musi być aż tak bardzo skomplikowany???

ps. Jestem już mgr:) Obroniłam się choć miałam tysiąc innych waznych spraw na głowie, m.in. zmiana pracy. Poprosiłam jedna koleżankę żeby ze mną poszła, pojawiło się 7 osób :)

Całe życie wychowana w wierze, nie wiem czy potrafię powiedzieć „nie wierzę w boga”. Jednak nie czuję potrzeby aby iść do kościoła, jakby miało to coś zmienić… Moja mama probowała mnie tam usilnie wysłać ale przekonała sie że nie ma żadnych argumentów gdy tylko powiedziałam że conajwyzej mogę się spakować i pojechać do siebie. Jak mnie denerwuje to nastawienie rodziców, gdzie ważny jest tylko fakt czy ich córka pójdzie czy nie a nie to co jest w jej głowie. Nawet nie zapytała dlaczego taki jest mój wybór. A chuj z tym… Zepsuła mi tylko dzień, bo wpędza mnie w poczucie winy, że sprawiłam im przykrość ://
A miałam wyjść wieczorem, ale odechciało mi się. Nie lubię Świąt bleeeeeeeeeeeeeeee

Moglabym wstać i wyść, dołączyć do dziewczyn, wypić piwo i uderzyć do klubu. Tymczasem siedze samotnie w pokoju z przygaszonym światłem, lampką wina i mnóstwem myśli w głowie.
Chcę być szcześliwa. Po prostu radosna i pełna enegrii. Szkoda, że sama chęć nie wystarczy.
Czasem myślę, że jestem jakaś inna, nienormalna i oczekuje od zycia za dużo. Może trzeba po prostu żyć..? Te rozkminy są bez sensu! Nawet nie wiem co tu napisać, żeby to nie było użalanie nad sobą. Jestem zestresowana, znudzona i gniewna. Zauwazyłam ostatnio, że wyżywam się na bliskich, szczególnie po alkoholu, nie w jakiś gwałtowny sposób, ale nie mogę sie powstrzymać od pewnych docinek, które na pewno mogą ranić. Tak jakbym miała żal do całgo świata… Łzy cisną mi się do oczu. Przykro mi…

.

2 komentarzy

Coraz częściej myslę, że tesknię do czegoś czego nawet nie znam. Jak to jest mieć obok siebie osobę, z która możesz podzielić sie wszystkim i ona będzie trwała przy tobie, wiedzieć że jestes dla niej najważniesza, że uklada swoje plany, swoje życie uwzgledniając ciebie. Nie pamiętam jakie to uczucie. Długo myślalam, że miłość to tylko poboczna część życia, że tak wlaściwie jesteśmy stworzeni do czegoś większego. A teraz tak się zastanawiam do czego niby? Nie każdy może być wielki i sławny. Jestem sobie zwykłym szarym człowiekiem, do czego to zmierza?? Gdzie cel?

.

2 komentarzy

uśmiech szybko gaśnie i nie pozostawia nic po sobie, może ukłucie żalu… jednak to wszystko sprawia, że wciąż czuję że żyję.

Nie mogę się doczekać własnego mieszkania a tymsamym boję się straszliwie czekającej na mnie pustki. Do czego to wszystko zmierza?


  • RSS